We wtorek wieczorem dopadła mnie pospolita dolegliwość zwana w wąskich kręgach zespołem przemarszu wojsk. Oznacza to tyle, że mój organizm dał mi jasno do zrozumienia, że powinniśmy znajdować się w bezpośredniej bliskości toalety. W wyniku tego cały wieczór spędziliśmy w domu (ble!!). W środę nie było wcale lepiej, a jednak postanowiliśmy pojechać na umówioną lekcję do Jose i Virgini.
Skończyło się na tym, że ja głównie siedziałam i patrzyłam a Przemek ćwiczył raz z Jose raz z Viki (głównie z Viki). Jak zwykle było super. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o polecony przez Jose sklep ze spodniami do tanga. Miguel tylko spojrzał na Przemka i wręczył mu spodnie do przymierzenia i uwaga, trafił w rozmiar za pierwszym razem. Nabyliśmy 2 pary zacnych pantalones w prążki (cena w miarę przystępna bo po 150 pesos).
Wróciliśmy do domu z zamiarem wyskoczenia wieczorem do Konexa ale moja dolegliwość skutecznie przytrzymała mnie w domu po raz drugi.
Dziś już mi lepiej, głównie dlatego, że choróbsko przeniosło się wdzięcznie na Przemka. Chłop odrobinę silniejszy niż ja, więc postanowiliśmy zrobić podejście drugie do Greta Flora / 2×4 Alpia. Jeśli mój małżowin da radę to może jeszcze wstąpimy do DNI. A jak wrócimy to może wreszcie uda mi się przekazać moim drogim koleżankom kilka refleksji na tematy odzieżowe.
Filed under: Buenos Aires, Tango argentyńskie Otagowane: | buenos aires, buty do tanga, jose i viki, tango, tango argentyńskie
